"Arsen"( Przedpremierowo) Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

"Arsen"( Przedpremierowo) Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

zdjęcie zastępcze


Arsen
Mia Asher
Wydawnictwo: Szósty Zmysł

Premiera: 15.11.2017

Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

Cathy na pozór prowadzi doskonałe życie, ma kochającego męża, pracę, ale oboje pragną jednego… dziecka. Niestety kobieta nie „potrafi” donosić ciąży z powodu choroby. Po trzech poronieniach zaczyna się rozpadać, jej poczucie wartości spada z każdą chwilą. Odsuwa się od męża i zamyka się w sobie. Nie jest w stanie zrozumieć męża, który jest pozytywnie nastawiony. Ma nadzieję, że jeszcze im się uda…

I wtedy na jej drodze staje ON… Arsen

Młody, diabelnie przystojny, prowokacyjny, samotny playboy. Od pierwszych chwil kobieta jest nim zafascynowana mimo dużej różnicy wieku. Arsen nie kryje się ze swoim pożądaniem i na każdym kroku onieśmiela Cathy. Im więcej czasu spędzają razem, tym bliżej siebie są, zaczynają się kłamstwa, unikanie męża i dochodzi do najgorszego…

***************************************************

Zacznę od Bena, męża naszej bohaterki



"(...)-Poważnie? Ile ty masz lat, dwanaście? Uśmiecha się znacząco, patrzy na swoje krocze, a potem znów na mnie. 
-Kiedy jesteś blisko? Coś koło tego"

Jestem nim zafascynowana, byłam pewna, że ten trójkąt będzie taki typowy. Mąż alkoholik, bijący swoją kobietę i playboy, który stanie się księciem na białym koniu. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam! Pokochałam Bena! Jest przystojny, wrażliwy, taki dominujący, ale i m kocha całym sercem swoją żonę. Nie mam nic mu do zarzucenia. Chciał być oparciem dla swojej towarzyszki.

Teraz napiszę coś od siebie, poroniłam dwa razy, ale mój mąż przyjął to inaczej. Wiadomo my kobiety rozpaczamy, dołujemy same siebie, ale i nasza wartość siebie spada. Uważałam, że nie dane było mi bycie matką. Mężczyźni również to przeżywają i chcą być dla nas oparciem. Oni odbierają to inaczej, tłumią to w sobie, wtedy gdy my płaczemy. Chcą być silnym dla nas obojga.
 I taki właśnie był Ben, kochał mimo wszystko, miał nadzieję, że ułoży się. Nie tracił nadziei, choć momentami miałam wrażenie, że trochę zbyt mocno naciskał. Jako postać w  tej książce jest doskonałym mężem, trochę rozumiem Cathy, ale nie będę jej usprawiedliwiać. Przecież ich małżeństwo (związek) od zawsze był świetny i oczywiście autorka opisuje to. Więc dlaczego stało się tak jak się stało?

Cathy…



"(...) Chciałabym, żeby to było takie proste. To nie seks jest problemem. Ani miłość. Kocham Bena równie mocno jak wtedy, gdy po raz pierwszy to sobie wyznawaliśmy, ale z każdym dzieckiem odebranym mi przez los, przez życie, część mnie umierała i spoczywała razem z nimi w zimnej ziemi. Pierwsze poronienie wyrwało we mnie wielką dziurę, drugie ją poszezryło, ale trzecie niemal zniszczyło"

W pierwszych chwilach bardzo jej współczułam, wiem, przez co przechodziła. Wiem jak poronienie odbija się na psychice i to cholernie boli. Ona miała gorzej, bo była chora. Choć nie rozumiem jej, oddała się facetowi, nie swojemu mężowi. Choć czasem trudno rozmawiać z kimś, kogo zna się przez całe życie. Jestem zła na nią i to bardzo. Nie chcę jej ani usprawiedliwiać, ani osądzać. Ale pierwsze co to po przeczytaniu połowy byłam wściekła. Raz mówi, że kocha męża i nie odejdzie, a za chwilę widzi Arsena z jakąś nową kobietą i już chce rzucać Bena. Ona sama nie wiedziała czego chce. I to doskonale jest odtworzone, jej tok myślenia mnie dobijał. Myślałam, że rzucę telefonem i nie będę jej kończyć… Ale ta książka jest tak dobra, że mimo wszystko musiałam ją przeczytać od razu. Więc jako bohaterkę nie polubiłam jej, gardziłam jej wyborami i miałam jej dosyć. To postać, która budzi w tobie współczucie, ale zaraz cieszysz się z tego, co ją później spotyka. Właśnie takie emocje ona we mnie wzbudziła.

Tak naprawdę ona potrzebowała „jedynie” terapii, jakiejś rozmowy. Przechodziła przez depresję i miała dużo problemów, które ją przygniotły. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić i jak samej sobie pomóc. A tak wdała się w romans, który sprowadził ją na dno. Łatwiej było jej „uwolnić” się od kłopotów niż się z nimi zmierzyć.

Arsen...

"-Miło cię poznać, Cathy. Mam na imię Arsen- powiedział, ciągle ściskając moją dłoń.
-Arson?- powtórzyłam. -Jak podpalacz?
-Nie, Arsen z E zamiast O, ale byłaś blisko- powiedział, a jego oczy zalśniły"

To facet bez skrupułów, od samego początku chciał zdobyć Cathy. Grał jej dobrego przyjaciela, ale miał nadzieję, że ją przeleci. To typ, który bierze i nie pyta. Nie polubiłam go, nawet jak przyjaźnił się z nią (24lata). On ma coś w sobie takiego drapieżnego, że nadaje się tylko do porządnego seksu. Nie mogłam go jakoś zrozumieć. Był dla mnie zagadką. Początkowo ich romans był zabawą, ale później zaczął na nią wpływać. Igrał z jej mężem i to było czuć. Chciał rościć sobie prawa do niej. I na każdym kroku prowokował Bena.

Ale żeby nie było, tutaj romans nie „powstaje” od razu, między nimi jest przyjaźń i to widać. Dopiero po kolejnej tragedii dochodzi do tego wszystkiego.

Pisząc to wszystko nie wiem jak ocenić tę książkę. Czy to było mocne? Tak. Czy wzbudziła we mnie emocje? Chyba każdą, jaka może się pojawić. Czy polubiłam bohaterów? Tylko Bena. Ta książka jest jedyna w swoim rodzaju. Dlatego właśnie, że nie ma tutaj męża, który jest zły. To kochający, sympatyczny facet, któremu można oddać swoje serce.
Czy miłość można pomylić z rządzą? Ta książka pokaże, że granica między tym jest bardzo cienka.

Historia, która jest absolutnie dobra pod każdym względem. Idealnie wykreowani bohaterowie, oryginalna fabuła i emocje, które nie sposób ujarzmić. Znienawidzisz bohaterkę, pokochasz jej męża, a z Arsenem możesz uprawiać dziki seks.

Moje serce krwawiło nad Benem, beczałam i szkoda mi go było. Był jednym z tych dobrych facetów, gdzie możesz użalać się nad nim. A przy okazji przytulić do piersi i płakać z nim.

Książka pisana z perspektywy Cathy, ale dostajemy troszeczkę Bena. Żałuję, że tak mało… Chciałabym móc przeczytać jego myśli, jego uczucia. Niestety nie było mi to dane. Autorka opisuje również przebieg ich początkowego związku, ich pierwszej miłości do siebie. Jestem mile zaskoczona tym, okazuje się, że byli idealną parą od samego początku. I tak czytałam ten rozpad ich małżeństwa…

Czytając tę książkę moje emocje sięgały zenitu. Nie wiedziałam jak sobie radzić z nimi. I to zakończenie! Nie uwierzycie w to, co zostało tu napisane. Nie tego się podziewałam i takiego nie chce. Zostawiło mnóstwo pytań bez odpowiedzi (dotyczy jednej osoby), to było WOW. Moje serce się zatrzymało. Ja chcę jeszcze! Nie odczułam ulgi i jestem wkurzona.

"-Po prostu. Kilku rzeczy jestem w życiu pewien... że umrę, że muszę ciężko pracować na życie, bawić się dobrze, by je docenić, i kochać najmocniej, by prawdziwie żyć. Teraz jestem jeszcze pewien ciebie"


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU SZÓSTY ZMYSŁ.
"Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher

"Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher


"Najlepszy powód, by żyć"
Augusta Docher
Wydawnictwo: OMGBooks

Augusta Docher miała ciężkie zadanie. Jak mamy opisać historie, która miała miejsce? Jak opisać uczucia, które miały miejsce? W jaki sposób podnieść na duchu osobę z takimi problemami? Czy udało się choć trochę to odtworzyć?

Wystarczył ułamek sekundy i jedna iskra. Niefortunny wypadek i Dominika staje się żywą pochodnią. Budzi się po kilku dniach z rozległymi i ciężkimi poparzeniami. Ojciec, który jest winny tragedii trafia do więzienia. Dziewczyna się poddaje, ale nie młody lekarz. Tomek stara się walczyć o życie Dominiki i wie, że jeszcze ma powód, by żyć. Wtedy na jej drodze staje on, Marcel brat przystojnego lekarza. Chłopak jest czarną owcą w rodzinie. Który z nich „naprawi” ciało, a który serce? Tego dowiecie się czytając „Najlepszy powód, by żyć”

" Nie sposób skąpić kolejnych szans, gdy kogoś kochasz. I choć rozsądek podpowiada, że to głupie, że będziesz cierpieć, że znów spotka cie rozczarowanie, póki kogoś kochasz, twoje serce nie potrafi skapitulować – wyznaje łagodnie"

Mam pewien problem z tą książką, otóż nie wywołała we mnie mnóstwo emocji. Przeczytałam ją z jakimś napięciem, ale nie tak jakbym tego chciała. Nie mówię, że książka jest zła, ale czegoś jej zabrakło. Aby nie mącić w głowie postanowiłam wypisać to, co mi leży. Zacznę od minusów, od tego, co mnie drażniło. Pamiętajcie, że ja dostałam wersję przed korektą, więc pewne mankamenty będą zmienione.

"Ludzie niepotrzebnie boją się śmierci. Jeśli Bóg istnieje, pójdziemy do nieba, chyba że byliśmy naprawdę wstrętni i źli, wtedy do piekła, ale przecież jest czyściec! A jeśli Bóg nie istnieje, to jeszcze lepiej. Po prostu nas nie ma, a jak nas nie ma, to nie wiemy, że kiedyś byliśmy. Czyż to nie piękne? Zawsze jest jakieś dobre wyjście"

Książka dzieli się na czas „Przedtem"- czyli czas, jaki spędziła w szpitalu i jej rehabilitacja. „Teraz” tutaj wiadomo, czas teraźniejszy. Dobra tutaj jest w porządku, ale czytasz i w sumie nie wiesz, kto jest teraz narratorem... Nie było jakiejkolwiek wzmianki na temat czyja to perspektywa. Właśnie w tych momentach miałam problem z tym początkowo, później jakoś poszło.

Bohaterowie, no i przechodzimy najpierw do Marcela, który strasznie, ale to bardzo drażnił mnie. Koleś ma 21 lat, a odniosłam wrażenie jakby miał z 13. Arogancji, niedojrzały gówniarz z bogatej rodziny. W wielu książkach mężczyzna jest typem „grzesznika”, a tutaj dostajemy pajaca, który myśli, że wszystko mu wolno. Jego słownictwo, „slang” upchany został chyba na siłę, nie czułam do niego jakiejkolwiek sympatii (początkowo). Kto, mając tyle lat, mówi „majma”, „kotłowanie"? Przepraszam, ale jak chyba jestem za stara na jego mowę... To chyba jedna z najgorszych postaci, jaką mogłam sobie wyobrazić. Z dalszym czytaniem jego postawa i tok myślenia się zmienił. Nie jakoś tak radykalnie, ale dało się to odczuć. Nie chcę zdradzać, kiedy to się zaczęło, aby za dużo nie opisać. Marcel zdawał się prostym chłopakiem, ale i on ma swoje demony i tajemnice…

"- Swoją drogą, nie wyobrażam sobie ciebie takiej tłustej - wypalam bez zastanowienia i nagle czuję, jak Dominika tężeje w moich ramionach, 
Od razu się domyślam o co biega. O babskiej urodzie jak o nieboszczyku: albo dobrze, albo wcale"

Dominika, przykro mi to napisać, ale jej tragedia nie miała na mnie „mocnego” wpływu. Oczywiście wiem jak to brzmi, ale nie czułam tej więzi i skruchy. To jest straszne i druzgodzące, ale sama nie wiem... Widzicie nawet z sensem nie umiem tego określić.

Chemia między bohaterami? Kiedy i jak? Czyżbym coś przeoczyła? Ich późniejsze "życie" rozwaliło mnie. Nie będę zdradzać, o co w tym chodzi, to trzeba przeczytać.


Przejdę może do Tomka, który jest chyba jedyną osobą pozytywną. Doskonale wykreowany, bardzo wyrazisty, ale i zabawny. Czytając wydarzenia związane z nim miałam uśmiech na twarzy. Było w nim coś, co przyciągało mnie. Szkoda, że tak mało go tutaj było. Idealny, przystojny, młody lekarz z poczuciem humoru. Chciałam się nim jeszcze trochę po delektować, ale nie było mi to dane.

Rodzice Dominiki… Jestem zła, ponieważ nie poczułam tak naprawdę żadnej więzi między córką a nimi. Ten wątek został po prostu niedokończony? Urwany? Był, bo był? Autorka opisuje bardzo „silne” uczucia dziewczyny do ojca, ale nic takiego nie czułam. O matce nie wspomnę, była podłą, zgorzkniałą kobietą. Miała chyba wszystko gdzieś.

"Nie ma mnie dla nikogo, bo nikt na to nie zasługuje"

Co mnie jeszcze wkurzyło, to iż dziewczyna nie miała jakiegoś negatywnego zdania na temat ojca. Nie wkurzyła się na niego, nie krzyczała, nie miała pretensji.

Podobał mi się opis rehabilitacji, opis przemyśleń i całego leczenia dziewczyny. Tutaj miałam przed sobą pewien obraz i zagłębiałam się w niego. Dzięki temu miałam podstawy do poznania jej wewnętrznych rozterek. Cały ten „zabieg” otworzył mi obraz bohaterki w szpitalu.

"Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przemielić i przeżuć, nieraz aż do mdłości. Ale kiedyś nadchodzi właściwy czas i trzeba wyjść z mrocznej jaskini, z tego cholernego gówna, w którym tkwiliśmy, i poszukać kogoś kto nas pokocha, trzeba być z kimś, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy siły Boga, żeby radzić sobie samemu. Wszyscy kogoś potrzebujemy"

Czy towarzyszyły mi jakieś głębsze emocje? Nie, ta książka została przeczytana i tyle. Miałam tam może ze dwa momenty gdzie byłam mile zaskoczona, ale nie wywarła na mnie gromu emocji. Osobiście zbyt krótka dla mnie, liczyłam na bardziej rozbudowane relacje. ALE kto wie, przecież może pojawić się kolejna…

Jednym z "tych" momentów było zakończenie! Strzał w dziesiątkę i śmiało piszę, że byłam zszokowana. Nic nie wskazywało na to, aby miał być ciąg dalszy. Jedynie co miałam dziwne uczucie, że czytałam i zostawało coraz mniej stron i pomyślałam, że historia skończy się jakoś szybko. Bez żadnego rozwinięcia itp.

Czyja historia pojawi się dalej?

"Najlepszy powód, by żyć" czyta się bardzo szybko, mimo tego slangu. Ciesze się, że mogłam poznać Tomasza i zostać z otwartą buzią. Książkę warto przeczytać, rozumiem choć trochę emocje i obawy bohaterów. Nie zawsze zgadzałam się z nimi, ale każdy z nas jest inny. Mogłam tylko czytać i się wkurzać, próbując zrozumieć ich postąpienia. Nie chciałabym, aby kogokolwiek spotkało to, co Dominikę. To nie miało prawa się wydarzyć i nie wiem co ja bym zrobiła. Mogę spekulować, ale wiecie jak to jest. Ciesze się, że walczyła i próbowała. Brak oparcia w rodzicach, znajomych to najgorsza rzecz w tej sytuacji. Jak poradzić sobie samej?

Niby wygląd się nie liczy, ale łatwo jest nam tak powiedzieć. Jakoś by było, no nie? Ale gdybyśmy my znaleźli się w jej sytuacji, co wtedy? Czy znajdziemy swój najlepszy powód by żyć?

Sami widzicie, że mam pewien problem z tą pozycją. Ta książka jest dobra na raz i tyle. Czy przeczytałabym ją drugi raz? Nie, ale z pewnością przeczytałabym ciąg dalszy.


"- To jakieś wyzwanie? – Mruży oczy.
- Nie. To moje życie – odpowiadam"

Dziękuję WYDAWNICTWU OMGBOOKS za możliwość przeczytania książki.
"Sekretna kolacja" Raphael Montes

"Sekretna kolacja" Raphael Montes

zdjęcie tymczasowe

Sekretna kolacja
Raphael Montes
Wydawnictwo: Filia


A wszystko zaczęło się od zagadki…

Czwórka młodych przyjaciół postanawia usamodzielnić się i żyć na swoim. Wynajmują mieszkanie w Rio de Janeiro, niestety los płata figle i okazuje się, że bohaterowie popadają w coraz większe długi. Jeden z nich wpada na „śmieszny” i kontrowersyjny pomysł zarobienia pieniędzy. Sekretna kolacja staje się bardzo udanym biznesem, ale co dalej? Czy jeden sukces wystarczy, by przerwać resztę? Jakie konsekwencje poniosą bohaterowie?

Jeden wieczór daje tyle możliwości.

Dante- pracuje w księgarni
Hugo- jest niedocenionym kucharzem. Próżny, nie cofnie się przed niczym, aby zabłysnąć, jako nowa „legenda”

Miguel- student medycyny, bardzo inteligentny. Jako jedyny miał problem z tym wszystkim. Starał się za wszelką cenę zrozumieć i postąpić tak jak oni tego oczekują.

Grubas- to piąte koło u wozu. Nie wiem, jakim cudem oni wszyscy się przyjaźnili. Otaczają go pewne tajemnice, ale mogę wam powiedzieć, iż miałam swoje przypuszczenia i nie myliłam się. Nałogowy haker uwielbia grać w gry.

Cora- to postać bardzo doskonała, jest taką wisienką na torcie. Niczego się nie boi i mimo swego zawodu, jest dość mądra.

Razem tworzą bardzo dobrą drużynę. Dopełniają się i trzymają się razem. Każdy z nich ukrywa sekrety, które zaczną wychodzić na światło dzienne.

"Trudno jest żyć dalej, kiedy tracisz najważniejszą osobę w życiu, a w zasięgu ręki masz wszystko, co jest potrzebne, żeby umrzeć"

Co do postaci? To miłe zaskoczenie, ale i pewne zdziwienie. Oczywiście każdy z nich miał „sporządzony” różnorodny charakter. Czasem ten grubas wkurzał mnie swoim zachowaniem. Odebrałam go, jako dziecko, który z byle czego robi aferę i nie wie, jakie mogą być konsekwencje jego czynów.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Głównym bohaterem jest Dante, ukazujący swój punkt widzenia od strony przygotowującej sekretną kolację, ale i dzięki niemu możemy poznać jego zdanie na temat pozostałych postaci. Dante nie przebierał w słowach i nie chciał być zrozumiany, ale i nie tłumaczył się swoim zachowaniem i wspólników. Przez to ja, jako czytelnik miałam dużo sprzecznych myśli na cały ten temat.
On dosłownie opowiedział ich historię bez żadnego tłumaczenia ze swego zachowania. Ot zabawili się i tyle.

Całą powieść odebrałam jak coś chłodnego, nie nawiązujemy żadnej więzi między bohaterami. Nie znalazłam jakiejś takiej nici, emocji między postaciami. To było kalkulowane na chłodno. Naszpikowana jest czarnym charakterem, ale i z jakimś takim dystansem do czytelnika. Nie wiem, czy tylko ja ją tak odebrałam, czy zostało to celowo przedstawione.

"Człowiek jest zły z natury. Nieważne, co mówią, wszyscy są tacy sami. Biedny czy bogaty, czarny czy biały, stary czy młody, nieważne. W czynieniu zła wszyscy jesteśmy jednakowi"

Tę pozycję chciałabym zobaczyć na ekranie. Oczywiście szczegółowo zostało opisane wszystko w książce, ale zabrakło mi czegoś… Ciężko mi to określić, ale wolałabym zobaczyć tę historię w kinie. Nie miałam tego tak zobrazowane w głowie i nie czułam jakiegoś „chorowitego podniecenia” tą książką. Zanurzamy się w otchłań nieufności, paranoi, lęków, ale i chorej ambicji.

Fabuła jest bardzo oryginalna, pierwszy raz spotykam się z takim przebiegiem wydarzeń. Motyw, sam w sobie szokuje. Ja na szczęście pierwszy raz spotykam się z kanibalizmem. Autor będzie prowokować pomysłem, ale i całym zarysem tej historii.

Wiem jak to zabrzmi czytając, ale zafascynował mnie opis wyglądu, smaku i tej całej degustacji posiłku. Czułam pewien niedosyt z samego przyrządzania dania. Dostałam zbyt mało „składników” do odtworzenia…

"Tak naprawdę nie musisz jeść ludzkiego mięsa, żeby dokonywać potwornych czynów, wystarczy pokroić stek i kiełbasę, by przyłożyć rękę do okropności"

Szczerze nic mnie nie zaskoczyło, nawet pierwsza kolacja, która zdawała się dość dobra. I tak wtedy doszłam do wniosku, z czym ludzie mają problem po jej przeczytaniu? Przecież ta kolacja nie miała w sobie czegoś tak mocno odrażającego. Ale przechodząc dalej i dalej robiło się już mroczniej.
Czy targały mną jakieś emocje? Nie koniecznie, były tam może ze dwie lub trzy sytuacje, ale nie odczułam jakiegoś silnego kołatania serca. Nie miałam, czego się bać, ot przeczytałam i oceniłam. Będę o niej pamiętać, ale nie tak jak inni. Mogłabym jeść obiad czytając ją, ale tylko, dlatego, że miałam zbyt mało szczegółów anatomicznych itp.

Teraz napiszę coś, czego nie spodziewałam się po tej historii, jest scena (chyba ostatnia kolacja) gdzie wybuchłam śmiechem… Dosłownie płakałam, dla mnie ta scena była jak coś naciąganego. Wiecie macie klimat grozy, mroku, a raptem coś, co wywołuje u Ciebie niedowierzanie i głupawkę w tym momencie.

Jako czytelnik zostałam sprowokowana do wyrażenia swego zdania. Inni są zbulwersowani taką historią, inni nie dowierzają i nie przyjmują tego do siebie, a ja… Mam mieszane uczucia, biję bravo i trzymam kciuki za ekranizację tej powieści. Autor zmusza do zadania sobie pytania. Czy za taką kasę, zrobisz jedną kolację? Czy widząc bezdomnego pomyślisz o nim jak o produkcie? Czy jego życie będzie coś warte? A przede wszystkim czy posuniesz się do tego, aby spróbować? Staniesz się gościem i zaufasz kucharzowi? Czy tak naprawdę wiesz, co dostaniesz na talerzu?

Nie chciałabym zdradzać szczegółów książki, ale w całej tej historii miałam jakieś dziwne uczucie. Coś nie dawało mi spokoju i było to zakończenie… Czy spodziewałam się takiego obrotu spraw? Z jednej strony tak, ponieważ czytałam „Dziewczynę w walizce” i tamto zakończenie przebiło wszystko.

Sekretna kolacja jest niesmaczną książką, nie wywołała we mnie ogromnych emocji. Makabryczne wydarzenia i cała fabuła wyraża kreatywność autora. Raphael Montes wzbudzi niesmak, ale i wyostrzy inne zmysły. Książkę nie czytać, tylko pożreć…

Copyright © 2014 Degustacja książek i nie tylko , Blogger