Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CYTATY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą CYTATY. Pokaż wszystkie posty
"Arsen"( Przedpremierowo) Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

"Arsen"( Przedpremierowo) Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

zdjęcie zastępcze


Arsen
Mia Asher
Wydawnictwo: Szósty Zmysł

Premiera: 15.11.2017

Zepsuty, chory miłosny trójkąt.

Cathy na pozór prowadzi doskonałe życie, ma kochającego męża, pracę, ale oboje pragną jednego… dziecka. Niestety kobieta nie „potrafi” donosić ciąży z powodu choroby. Po trzech poronieniach zaczyna się rozpadać, jej poczucie wartości spada z każdą chwilą. Odsuwa się od męża i zamyka się w sobie. Nie jest w stanie zrozumieć męża, który jest pozytywnie nastawiony. Ma nadzieję, że jeszcze im się uda…

I wtedy na jej drodze staje ON… Arsen

Młody, diabelnie przystojny, prowokacyjny, samotny playboy. Od pierwszych chwil kobieta jest nim zafascynowana mimo dużej różnicy wieku. Arsen nie kryje się ze swoim pożądaniem i na każdym kroku onieśmiela Cathy. Im więcej czasu spędzają razem, tym bliżej siebie są, zaczynają się kłamstwa, unikanie męża i dochodzi do najgorszego…

***************************************************

Zacznę od Bena, męża naszej bohaterki



"(...)-Poważnie? Ile ty masz lat, dwanaście? Uśmiecha się znacząco, patrzy na swoje krocze, a potem znów na mnie. 
-Kiedy jesteś blisko? Coś koło tego"

Jestem nim zafascynowana, byłam pewna, że ten trójkąt będzie taki typowy. Mąż alkoholik, bijący swoją kobietę i playboy, który stanie się księciem na białym koniu. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam! Pokochałam Bena! Jest przystojny, wrażliwy, taki dominujący, ale i m kocha całym sercem swoją żonę. Nie mam nic mu do zarzucenia. Chciał być oparciem dla swojej towarzyszki.

Teraz napiszę coś od siebie, poroniłam dwa razy, ale mój mąż przyjął to inaczej. Wiadomo my kobiety rozpaczamy, dołujemy same siebie, ale i nasza wartość siebie spada. Uważałam, że nie dane było mi bycie matką. Mężczyźni również to przeżywają i chcą być dla nas oparciem. Oni odbierają to inaczej, tłumią to w sobie, wtedy gdy my płaczemy. Chcą być silnym dla nas obojga.
 I taki właśnie był Ben, kochał mimo wszystko, miał nadzieję, że ułoży się. Nie tracił nadziei, choć momentami miałam wrażenie, że trochę zbyt mocno naciskał. Jako postać w  tej książce jest doskonałym mężem, trochę rozumiem Cathy, ale nie będę jej usprawiedliwiać. Przecież ich małżeństwo (związek) od zawsze był świetny i oczywiście autorka opisuje to. Więc dlaczego stało się tak jak się stało?

Cathy…



"(...) Chciałabym, żeby to było takie proste. To nie seks jest problemem. Ani miłość. Kocham Bena równie mocno jak wtedy, gdy po raz pierwszy to sobie wyznawaliśmy, ale z każdym dzieckiem odebranym mi przez los, przez życie, część mnie umierała i spoczywała razem z nimi w zimnej ziemi. Pierwsze poronienie wyrwało we mnie wielką dziurę, drugie ją poszezryło, ale trzecie niemal zniszczyło"

W pierwszych chwilach bardzo jej współczułam, wiem, przez co przechodziła. Wiem jak poronienie odbija się na psychice i to cholernie boli. Ona miała gorzej, bo była chora. Choć nie rozumiem jej, oddała się facetowi, nie swojemu mężowi. Choć czasem trudno rozmawiać z kimś, kogo zna się przez całe życie. Jestem zła na nią i to bardzo. Nie chcę jej ani usprawiedliwiać, ani osądzać. Ale pierwsze co to po przeczytaniu połowy byłam wściekła. Raz mówi, że kocha męża i nie odejdzie, a za chwilę widzi Arsena z jakąś nową kobietą i już chce rzucać Bena. Ona sama nie wiedziała czego chce. I to doskonale jest odtworzone, jej tok myślenia mnie dobijał. Myślałam, że rzucę telefonem i nie będę jej kończyć… Ale ta książka jest tak dobra, że mimo wszystko musiałam ją przeczytać od razu. Więc jako bohaterkę nie polubiłam jej, gardziłam jej wyborami i miałam jej dosyć. To postać, która budzi w tobie współczucie, ale zaraz cieszysz się z tego, co ją później spotyka. Właśnie takie emocje ona we mnie wzbudziła.

Tak naprawdę ona potrzebowała „jedynie” terapii, jakiejś rozmowy. Przechodziła przez depresję i miała dużo problemów, które ją przygniotły. Nie wiedziała, co ze sobą zrobić i jak samej sobie pomóc. A tak wdała się w romans, który sprowadził ją na dno. Łatwiej było jej „uwolnić” się od kłopotów niż się z nimi zmierzyć.

Arsen...

"-Miło cię poznać, Cathy. Mam na imię Arsen- powiedział, ciągle ściskając moją dłoń.
-Arson?- powtórzyłam. -Jak podpalacz?
-Nie, Arsen z E zamiast O, ale byłaś blisko- powiedział, a jego oczy zalśniły"

To facet bez skrupułów, od samego początku chciał zdobyć Cathy. Grał jej dobrego przyjaciela, ale miał nadzieję, że ją przeleci. To typ, który bierze i nie pyta. Nie polubiłam go, nawet jak przyjaźnił się z nią (24lata). On ma coś w sobie takiego drapieżnego, że nadaje się tylko do porządnego seksu. Nie mogłam go jakoś zrozumieć. Był dla mnie zagadką. Początkowo ich romans był zabawą, ale później zaczął na nią wpływać. Igrał z jej mężem i to było czuć. Chciał rościć sobie prawa do niej. I na każdym kroku prowokował Bena.

Ale żeby nie było, tutaj romans nie „powstaje” od razu, między nimi jest przyjaźń i to widać. Dopiero po kolejnej tragedii dochodzi do tego wszystkiego.

Pisząc to wszystko nie wiem jak ocenić tę książkę. Czy to było mocne? Tak. Czy wzbudziła we mnie emocje? Chyba każdą, jaka może się pojawić. Czy polubiłam bohaterów? Tylko Bena. Ta książka jest jedyna w swoim rodzaju. Dlatego właśnie, że nie ma tutaj męża, który jest zły. To kochający, sympatyczny facet, któremu można oddać swoje serce.
Czy miłość można pomylić z rządzą? Ta książka pokaże, że granica między tym jest bardzo cienka.

Historia, która jest absolutnie dobra pod każdym względem. Idealnie wykreowani bohaterowie, oryginalna fabuła i emocje, które nie sposób ujarzmić. Znienawidzisz bohaterkę, pokochasz jej męża, a z Arsenem możesz uprawiać dziki seks.

Moje serce krwawiło nad Benem, beczałam i szkoda mi go było. Był jednym z tych dobrych facetów, gdzie możesz użalać się nad nim. A przy okazji przytulić do piersi i płakać z nim.

Książka pisana z perspektywy Cathy, ale dostajemy troszeczkę Bena. Żałuję, że tak mało… Chciałabym móc przeczytać jego myśli, jego uczucia. Niestety nie było mi to dane. Autorka opisuje również przebieg ich początkowego związku, ich pierwszej miłości do siebie. Jestem mile zaskoczona tym, okazuje się, że byli idealną parą od samego początku. I tak czytałam ten rozpad ich małżeństwa…

Czytając tę książkę moje emocje sięgały zenitu. Nie wiedziałam jak sobie radzić z nimi. I to zakończenie! Nie uwierzycie w to, co zostało tu napisane. Nie tego się podziewałam i takiego nie chce. Zostawiło mnóstwo pytań bez odpowiedzi (dotyczy jednej osoby), to było WOW. Moje serce się zatrzymało. Ja chcę jeszcze! Nie odczułam ulgi i jestem wkurzona.

"-Po prostu. Kilku rzeczy jestem w życiu pewien... że umrę, że muszę ciężko pracować na życie, bawić się dobrze, by je docenić, i kochać najmocniej, by prawdziwie żyć. Teraz jestem jeszcze pewien ciebie"


ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU SZÓSTY ZMYSŁ.
"Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher

"Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher


"Najlepszy powód, by żyć"
Augusta Docher
Wydawnictwo: OMGBooks

Augusta Docher miała ciężkie zadanie. Jak mamy opisać historie, która miała miejsce? Jak opisać uczucia, które miały miejsce? W jaki sposób podnieść na duchu osobę z takimi problemami? Czy udało się choć trochę to odtworzyć?

Wystarczył ułamek sekundy i jedna iskra. Niefortunny wypadek i Dominika staje się żywą pochodnią. Budzi się po kilku dniach z rozległymi i ciężkimi poparzeniami. Ojciec, który jest winny tragedii trafia do więzienia. Dziewczyna się poddaje, ale nie młody lekarz. Tomek stara się walczyć o życie Dominiki i wie, że jeszcze ma powód, by żyć. Wtedy na jej drodze staje on, Marcel brat przystojnego lekarza. Chłopak jest czarną owcą w rodzinie. Który z nich „naprawi” ciało, a który serce? Tego dowiecie się czytając „Najlepszy powód, by żyć”

" Nie sposób skąpić kolejnych szans, gdy kogoś kochasz. I choć rozsądek podpowiada, że to głupie, że będziesz cierpieć, że znów spotka cie rozczarowanie, póki kogoś kochasz, twoje serce nie potrafi skapitulować – wyznaje łagodnie"

Mam pewien problem z tą książką, otóż nie wywołała we mnie mnóstwo emocji. Przeczytałam ją z jakimś napięciem, ale nie tak jakbym tego chciała. Nie mówię, że książka jest zła, ale czegoś jej zabrakło. Aby nie mącić w głowie postanowiłam wypisać to, co mi leży. Zacznę od minusów, od tego, co mnie drażniło. Pamiętajcie, że ja dostałam wersję przed korektą, więc pewne mankamenty będą zmienione.

"Ludzie niepotrzebnie boją się śmierci. Jeśli Bóg istnieje, pójdziemy do nieba, chyba że byliśmy naprawdę wstrętni i źli, wtedy do piekła, ale przecież jest czyściec! A jeśli Bóg nie istnieje, to jeszcze lepiej. Po prostu nas nie ma, a jak nas nie ma, to nie wiemy, że kiedyś byliśmy. Czyż to nie piękne? Zawsze jest jakieś dobre wyjście"

Książka dzieli się na czas „Przedtem"- czyli czas, jaki spędziła w szpitalu i jej rehabilitacja. „Teraz” tutaj wiadomo, czas teraźniejszy. Dobra tutaj jest w porządku, ale czytasz i w sumie nie wiesz, kto jest teraz narratorem... Nie było jakiejkolwiek wzmianki na temat czyja to perspektywa. Właśnie w tych momentach miałam problem z tym początkowo, później jakoś poszło.

Bohaterowie, no i przechodzimy najpierw do Marcela, który strasznie, ale to bardzo drażnił mnie. Koleś ma 21 lat, a odniosłam wrażenie jakby miał z 13. Arogancji, niedojrzały gówniarz z bogatej rodziny. W wielu książkach mężczyzna jest typem „grzesznika”, a tutaj dostajemy pajaca, który myśli, że wszystko mu wolno. Jego słownictwo, „slang” upchany został chyba na siłę, nie czułam do niego jakiejkolwiek sympatii (początkowo). Kto, mając tyle lat, mówi „majma”, „kotłowanie"? Przepraszam, ale jak chyba jestem za stara na jego mowę... To chyba jedna z najgorszych postaci, jaką mogłam sobie wyobrazić. Z dalszym czytaniem jego postawa i tok myślenia się zmienił. Nie jakoś tak radykalnie, ale dało się to odczuć. Nie chcę zdradzać, kiedy to się zaczęło, aby za dużo nie opisać. Marcel zdawał się prostym chłopakiem, ale i on ma swoje demony i tajemnice…

"- Swoją drogą, nie wyobrażam sobie ciebie takiej tłustej - wypalam bez zastanowienia i nagle czuję, jak Dominika tężeje w moich ramionach, 
Od razu się domyślam o co biega. O babskiej urodzie jak o nieboszczyku: albo dobrze, albo wcale"

Dominika, przykro mi to napisać, ale jej tragedia nie miała na mnie „mocnego” wpływu. Oczywiście wiem jak to brzmi, ale nie czułam tej więzi i skruchy. To jest straszne i druzgodzące, ale sama nie wiem... Widzicie nawet z sensem nie umiem tego określić.

Chemia między bohaterami? Kiedy i jak? Czyżbym coś przeoczyła? Ich późniejsze "życie" rozwaliło mnie. Nie będę zdradzać, o co w tym chodzi, to trzeba przeczytać.


Przejdę może do Tomka, który jest chyba jedyną osobą pozytywną. Doskonale wykreowany, bardzo wyrazisty, ale i zabawny. Czytając wydarzenia związane z nim miałam uśmiech na twarzy. Było w nim coś, co przyciągało mnie. Szkoda, że tak mało go tutaj było. Idealny, przystojny, młody lekarz z poczuciem humoru. Chciałam się nim jeszcze trochę po delektować, ale nie było mi to dane.

Rodzice Dominiki… Jestem zła, ponieważ nie poczułam tak naprawdę żadnej więzi między córką a nimi. Ten wątek został po prostu niedokończony? Urwany? Był, bo był? Autorka opisuje bardzo „silne” uczucia dziewczyny do ojca, ale nic takiego nie czułam. O matce nie wspomnę, była podłą, zgorzkniałą kobietą. Miała chyba wszystko gdzieś.

"Nie ma mnie dla nikogo, bo nikt na to nie zasługuje"

Co mnie jeszcze wkurzyło, to iż dziewczyna nie miała jakiegoś negatywnego zdania na temat ojca. Nie wkurzyła się na niego, nie krzyczała, nie miała pretensji.

Podobał mi się opis rehabilitacji, opis przemyśleń i całego leczenia dziewczyny. Tutaj miałam przed sobą pewien obraz i zagłębiałam się w niego. Dzięki temu miałam podstawy do poznania jej wewnętrznych rozterek. Cały ten „zabieg” otworzył mi obraz bohaterki w szpitalu.

"Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przemielić i przeżuć, nieraz aż do mdłości. Ale kiedyś nadchodzi właściwy czas i trzeba wyjść z mrocznej jaskini, z tego cholernego gówna, w którym tkwiliśmy, i poszukać kogoś kto nas pokocha, trzeba być z kimś, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy siły Boga, żeby radzić sobie samemu. Wszyscy kogoś potrzebujemy"

Czy towarzyszyły mi jakieś głębsze emocje? Nie, ta książka została przeczytana i tyle. Miałam tam może ze dwa momenty gdzie byłam mile zaskoczona, ale nie wywarła na mnie gromu emocji. Osobiście zbyt krótka dla mnie, liczyłam na bardziej rozbudowane relacje. ALE kto wie, przecież może pojawić się kolejna…

Jednym z "tych" momentów było zakończenie! Strzał w dziesiątkę i śmiało piszę, że byłam zszokowana. Nic nie wskazywało na to, aby miał być ciąg dalszy. Jedynie co miałam dziwne uczucie, że czytałam i zostawało coraz mniej stron i pomyślałam, że historia skończy się jakoś szybko. Bez żadnego rozwinięcia itp.

Czyja historia pojawi się dalej?

"Najlepszy powód, by żyć" czyta się bardzo szybko, mimo tego slangu. Ciesze się, że mogłam poznać Tomasza i zostać z otwartą buzią. Książkę warto przeczytać, rozumiem choć trochę emocje i obawy bohaterów. Nie zawsze zgadzałam się z nimi, ale każdy z nas jest inny. Mogłam tylko czytać i się wkurzać, próbując zrozumieć ich postąpienia. Nie chciałabym, aby kogokolwiek spotkało to, co Dominikę. To nie miało prawa się wydarzyć i nie wiem co ja bym zrobiła. Mogę spekulować, ale wiecie jak to jest. Ciesze się, że walczyła i próbowała. Brak oparcia w rodzicach, znajomych to najgorsza rzecz w tej sytuacji. Jak poradzić sobie samej?

Niby wygląd się nie liczy, ale łatwo jest nam tak powiedzieć. Jakoś by było, no nie? Ale gdybyśmy my znaleźli się w jej sytuacji, co wtedy? Czy znajdziemy swój najlepszy powód by żyć?

Sami widzicie, że mam pewien problem z tą pozycją. Ta książka jest dobra na raz i tyle. Czy przeczytałabym ją drugi raz? Nie, ale z pewnością przeczytałabym ciąg dalszy.


"- To jakieś wyzwanie? – Mruży oczy.
- Nie. To moje życie – odpowiadam"

Dziękuję WYDAWNICTWU OMGBOOKS za możliwość przeczytania książki.
"Blizna"  Sharon Bolton

"Blizna" Sharon Bolton

Blizna
Sharon Bolton
Wydawnictwo: Amber

Pewnie choć raz w życiu kupiliście książkę ze względu na okładkę (tytuł, autora). Patrząc właśnie na tę książkę, czułam "coś" co przyciągało mnie. Kupiłam bez przeczytania opisu, zajrzałam na pierwsze strony i odjechałam.
Po skończeniu jej stwierdziłam, że dobrze zrobiłam. Zdałam się na samą treść i nic więcej. Uważam, że dzięki tej "niewiedzy" powieść mnie bardziej zaskoczyła i zafascynowała. Nie wiedziałam dosłownie czego się spodziewać...

Początek książki zaczyna się od prologu:

„(…) Przypomniały mi się lekcje historii w szkole, kiedy uczyliśmy się o starożytnym Rzymie i uważnie słuchaliśmy każdego słowa nauczyciela, zabawiającego nas opowieściami o rzymskim wymiarze sprawiedliwości, torturach i egzekucjach, Jedna szczególna forma śmierci przykuła zwłaszcza naszą uwagę: skazany więzień- który, jak teraz myślę, musiał popełnić najgorszy rodzaj zdbrodni- był pakowany w worek z psem, wężem i czymś jeszcze. Małpa… a może jakieś zwierzę z obejścia?”

6 dni wcześniej:

„Jak to wszystko się zaczęło? Cóż, to chyba było w dniu, w którym uratowałam noworodka przed ukąszeniem jadowitego węża, dowiedziałam się o śmierci matki i spotkałam swojego pierwszego ducha”


Clara Benning parę lat wcześniej przeprowadziła się do spokojnej wioski na południu Anglii. Chciała się ukryć i być z dala od ludzi. Na drugim roku studiów chodziła na fakultety z egzotycznych, dzikich zwierząt. Odbyła również praktyki w zoo w  Chester i w Bristolu. Prawie trzydziestoletnia pani weterynarz,  pracuje w Małym Zakonie św. Franciszka (szpital dla dzikich zwierząt).  Próbowała za wszelką cenę być niewidoczna i nie mieć kontaktów z ludźmi.
Do czasu niepokojącego telefonu... okazuje się, że w łóżeczku małego dziecka leży wąż.
Na marginesie już mogę napisać, że moje serce dosłownie stanęło. Wstrzymałam oddech i czekałam na to, co ma nadejść…

„Drapieżnik drzemiący na jego klatce piersiowej, wysysający z niego ciepło jak pasożyt, miał, bowiem fenomenalną moc zabijania. Jad węży to złożona substancja, której zadaniem jest unieruchomić, zabić, a następnie pomóc w trawieniu zdobyczy” 

 Clara tak naprawdę wie wszystko o wężach, zdaje się być ekspertką mimo młodego wieku. Od tego incydentu węże atakują coraz częściej. Do dnia, gdy jeden z sąsiadów ginie przez ukąszenie. Mieszkańcy są zaniepokojeni i postanawiają zabić węże, które znajdą (mimo, że jest to karalne). Kobieta  musi zaangażować się i pomóc nie tylko ludziom, ale i wężom. Przecież tylko ona jest ekspertką od gadów.

Poszlaki wskazują, że właśnie Clara staje się główną podejrzaną. Postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i okazuje się, że pan Allington wcale nie zmarł od ukąszenia żmii, a na światło dzienne wychodzą stare tajemnicę związane z wioską. Na jej drodze staje Matt oraz znany herpetolog Sean North.
I tak zaczyna się niepokojąca przygoda bohaterki…

Nie zdradzam nic więcej, abyście mogli poczuć to, co ja.

Na sam początek dodam, że jeśli boisz się węży, żmii itp. to książka nie jest dla ciebie. Osobiście nie wiem, czy się boję, ponieważ nie miałam styczności z żadnym z nich (całe szczęście), ale po przeczytaniu „Blizny” nie mogłam zasnąć do rana, byłam tak przestraszona… Chodzi o sposób, w jaki zostały tutaj opisane te gady. Szczerze czułam się jak na jakimś wykładzie, gdzie wszystko było tłumaczone i pokazywane. Co mamy robić? Jak się wycofać itd., to taki poradnik dla zielonych...

Dzięki tej książce dowiedziałam się bardzo interesujących rzeczy związanych ze zwierzętami, i jak wygląda praca weterynarza.
Byłam zafascynowana tym, co tutaj dostałam, to było wielkie WOW z wykrzyknikiem.  Rodzaje węży, skład jadu, co dzieje się po ukąszeniu, co robić w nagłym wypadku itd. Bardzo szczegółowo zostało to przedstawione.

Z jednej strony byłam wystraszona, a z drugiej zafascynowana tą historią.

WIOSKA:

Całe otoczenie zostało przedstawione dość ponuro, mrocznie, tajemniczo. Odebrałam to jak wioska, w której straszy nie tylko nocą, ale i za dnia. To było niepokojące. Opisy miejsc, budynków było trochę przerażające i wiem, że nie chciałabym przejść się tamtędy wieczorem.

Bohaterowie:

Clara jest osobą samotną, nieśmiałą i nie znającą swojej własnej wartości. Czuje się dobrze tylko pomagając zwierzętom. Ma dość ludzi i ich wzroku na sobie. Przedstawiona jako ponury typ, ja tak ją odebrałam. Mimo młodego wieku "uchodzi"  jako staruszka. Jestem trochę sceptycznie nastawiona na jej wiedzę. 

Matt ma dość specyficzny humor, jego żarty i chęć poznania prawdy o gadach rozśmieszała mnie. Momentami jego pytania, zdawały się głupie, ale również chciałam poznać odpowiedź. Zrozumiałam, że chciał utrzymać rozmowę z panią weterynarz. Ona sama nie kwapiła się do rozmawiania. Czai się po kątach i nie wiadomo kiedy ratuje Clarę z opresji. Wydawało mi się, że jest jakimś stalkerem.

"-Czy to prawda, że jeśli zabije się kobrę królewską, jej partner będzie cię ścigał, żeby cię zabić?"

Sean to typowy gwiazdor. Imponował mi swoją wiedzą, ale i tym, że nie chciał drwić z Clary. Chodzi mi o pewne sytuacje gdzie sprawdzał jej wiedzę, ale nie po to by jej dopiec. Może chodziło o zmuszenie jej do głębszego myślenia. Sama nie wiem, później stał się nachalny. Nie, żebym go polubiła, ale miał coś interesującego w sobie (pewnie wiedzę).

Ogólnie reszta postaci jest dobrze wykreowana, każdy z nich jest inny. Pewne sytuacje zmuszają ich do ukazania swojej prawdziwej natury i to jest świetnie ukazane.
Nie wiem co mogłabym jeszcze napisać, ale książkę polecam. To była bardzo ciekawa podróż, dużo rzeczy mnie zszokowało. I może dlatego właśnie dobrze jest czasem nie czytać okładek książki.

Pozdrawiam,






Niewinna tancerka, typowy gwiazdor i schematyczny układ…  przedpremierowo "Dance Sing Love Miłosny układ" Layla Wheldon

Niewinna tancerka, typowy gwiazdor i schematyczny układ… przedpremierowo "Dance Sing Love Miłosny układ" Layla Wheldon


Dance, sing, love. Miłosny układ
Layla Wheldon
Cykl: Dance, sing, love (tom 1) 
 Seria: Editio Red

Kolejna pozycja, która zdobyła wiele fanów na wattpad. Tym razem Layla Wheldon. Serdecznie zapraszam na profil  <klik>


PREMIERA JUŻ JUTRO!!!


Niewinna tancerka, typowy gwiazdor i schematyczny układ…

To nie ta książka!

Livia Innocenti zawodowa tancerka. Od najmłodszych lat robiła to, co kochała. Jej żywiołem jest taniec. 

James Sheridan typowy gwiazdor (piosenkarz), wielbiony przez wszystkie kobiety. Ulubieniec portali plotkarskich. 

Livia+James= wspólny duet na koncertach. Czy taki plan kogoś satysfakcjonuje?

Livia 

Ona wie, czego chce, i czego pragnie. I z pewnością nie jest nim Sheridan. Wręcz gardzi nim i jego zachowaniem, czemu się nie dziwię. To nie jest kolejna niewinna dziewczyna, która poznaje toksycznego faceta. Nie, nasza bohaterka ma cięty język i jest wspaniałą osobą. Czasem jej głupie akcje mnie denerwowały, ale życzyłam jej jak najlepiej. Wie, na czym stoi i nie boi się dążyć do realizacji swoich planów. Daje z siebie wszystko na treningach, przez co zdobyła u mnie kolejnego plusa. Cieszę się z tego, że nie jest kolejną „zakochaną” fanką słynnego piosenkarza. BRAWO TY!

„Nie docierało do niej , że nie lubię Sheridana. Według niej to było niemożliwe, nierealne i chyba nawet wręcz niewybaczalne. (...) Ale ja nie tylko nie lubiłam Sheridana. Ba, ja go wręcz nie znosiłam! I teraz miałam całkowite prawo to powiedzieć, bo znałam go osobiście”

James

Od samego początku zrobił na mnie złe wrażenie. Oczywiście to typowy gwiazdorzyna, który ma wszystkich gdzieś. Nie liczy się z innymi, traktuje resztę z pogardą. Jest egoistą, zadufanym w sobie narcyzem. Beztroski facet, który uwielbia dobrą zabawę, ale ma również tendencje do autodestrukcji. Sprowadza Livię na złą drogę i bawi się nią. Kiedy rościł sobie prawa do niej, to myślałam, że zemszczę się na nim. Później zmienił się  w zakochanego faceta, ale czy nie za późno? 

Reszta postaci również wspaniała, niektórzy może zbyt „cukierkowi” w swej miłości, ale wybaczam. Ten etap mam za sobą, więc wiem, jaka miłość jest. Każda z tych postaci zdobyła moją sympatię. 

Spodobała mi się ich długa relacja. To nie kolejne parę dni i bum wielka miłość. Oni „docierają” się przez kilka miesięcy. I za to również wielki plus. Jestem pod wrażeniem tego, że mimo tak rozległego czasu nie czułam się tym skrzywdzona. Szczerze nic bym tu nie zmieniła, to było dobre. 

Chemia, która sama napędza fabułę. Ich uczucia i zbliżenia normalnie wywoływały u mnie uśmiech na twarzy. Nie jest może to jakieś mocno erotyczne, ale kurczę to było tak opisane, że brakuje mi słów. Te ich przepychanki, spojrzenia, wow. To jest właśnie coś, czego brakuje w niektórych książkach. Nie odniosłam żadnego wrażenia sztuczności w tych sytuacjach.

"Chciałam zadźgać Sheridana atrapą jego mikrofonu, której używał podczas treningu. Pragnęłam przywalić mu jego gitarą prosto w twarz. Udusić go gołymi rękami. Wskrzesić, a następnie utopić. Potem znowu przywrócić do życia i spalić na stosie."


Co do samej fabuły, nie wiedziałam, czego się spodziewać. Byłam pewna, że to będzie kolejna cukierkowa miłość. Poznali się na treningach, mija tydzień i jest koniec. Ależ się myliłam, dziękuję autorko! 
W książce nie skupiamy się jedynie na głównych bohaterach, lecz na wszystkich. Przeszłość wraca, a z nimi tajemnice, złamane serca, ale i ból. Emocje opisane w książce oddziaływały na mnie. Czułam to, co bohaterowie. Nie było czegoś takiego jak wyolbrzymienie problemów. Wszystko było bardzo realistyczne. Zdrady, problem z alkoholem, toksyczne związki to problemy tabu. One są i mogą dotyczyć każdego z nas. Jak poradzić sobie z tym? Czy w ogóle się da? Powinniśmy ciągnąć związek toksyczny? Czym jest manipulowanie ukochaną osobą? A może jesteśmy tylko ze sobą z przyzwyczajenia? Kto wie…


Kolejnym plusem jest wiek bohaterów. Byłam przekonana, że to kolejni  dwudziestolatkowie, którzy chcą się bawić i nic więcej. Myliłam się i mimo różnych wybryków nie odczułam jakiejś pogardy.

Szczerze mogłabym rozczulać się nad tą książką i drzeć się w niebo głosy. Wiecie, za co? Za zakończenie, które rozwaliło mnie emocjonalnie. Nigdy w życiu nie pomyślałabym nad tym, aby ktoś wykorzystał taki pomysł. To się w głowie nie mieści! Jak, ja się pytam jak?

Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny tom. A wam polecam zapoznać się właśnie z tą książką. 

(....) –Nie, kochanie. Uważam, że możesz spróbować być z kimś innym, a z czasem być może o nim zapomnisz. Warto ryzykować. Na tym właśnie polega życie. Na ciągłym ryzykowaniu i graniu va banque. O wszystko. Nie zamykaj swego serca, ponieważ zostało zranione i złamane. Może ktoś z przyszłości wejdzie z butami do twego życia z taśmą klejącą zrobioną z miłości i wszystko poskleja w całość”




DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU EDITIORED ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA WSPANIAŁEJ KSIĄŻKI. 
"Cykl" Monika Jagodzińska

"Cykl" Monika Jagodzińska

Monika Jagodzińska
Wydawnictwo Psychoskok, 



12 różnych historii
12 miesięcy 
12  problemów
12 rozwiązań?


"Miłość powinna dawać radość. Miłość powinna dawać szczęście. Miłość powinna dodawać, a nie podcinać skrzydła"

Wybija dwunasta godzina, zaczyna się Nowy Rok. To czas, gdy ludzie żegnają się ze starym , a witają nowy. To czas, gdy chcemy "pozbyć" się dawnego życia, zmienić coś w sobie. Składamy obietnice, wyznaczamy nowe cele i cieszymy się nimi. Ale co stanie się, gdy Nowy Rok zaczniesz od "najgorszych" rzeczy, co stanie się, gdy będziesz chciał zakończyć wtedy swoje życie?

Miałam ostatnio problem i kiedy już myślałam, że ... dostałam wiadomość od autorki z  zapytaniem o zrecenzowanie tej książki. Zgodziłam się i napiszę jedno. Dziękuję AUTORKO za tę książkę, dałaś mi wiarę i silnego kopa. Kiedy myślałam, że już nic nie spotka mnie dobrego... BUM zjawia się "Cykl". Zanim zacznę, wspomnę tylko, że mimo wszystko to Pani stała się moim światełkiem i aniołem. Dziękuję.


"Zaczął się nowy rok. Zaczęła się misja. Nasza misja. Moja misja. Staliśmy w szeregach. Obok ludzi. Mieliśmy dwanaście miesięcy. Dwanaście długich miesięcy. Pięknych? Pełnych bólu? Zapewne i jedno i drugie. Mieliśmy być przy nich. Pomagać. Czasem działaniem. Czasem tylko poczuciem, że nie są sami. Byłem świadomy powagi zadania"


Książka jest naprawdę króciutka, mogę napisać, że za krótka. Chciałam delektować się nią jeszcze przez długi czas. Chciałam mieć uśmiech na twarzy czytając każdą historię zawartą tutaj. Mimo smutnych wydarzeń jest nadzieja. 

"Nie ważne co zrobię. I tak to nie będzie wystarczające"

Uwielbiam motyw aniołów w książkach, ale przeważnie to były typowe młodzieżówki itd. Tutaj dostałam książkę z refleksją, dająca do zrozumienia i skłaniająca do przemyślenia. To "opowiastki" mimo wszystko o ludziach takich jak my.  Pewnie dlatego odczuwałam to całą sobą i cieszyłam się z każdego zdania. Zmierzamy się z lękami jak i przeciwnościami.

"Ktoś woła, nie mówiąc nic. Nie wypowiadając żadnego słowa. Niemo. Ktoś potrzebował pomocy. Ktoś cierpiał, ale nie chciał ratunku. Nie jawnie"

Wywołuje dużo emocji, czasem miałam łzy w oczach,  uśmiech na twarzy, ale i czułam nadchodzącą nadzieję dla bohaterów. To było coś innego, magicznego, a zarazem tak rzeczywistego. Wiem jak to brzmi, ale jest coś tutaj, że chce się krzyczeć i śmiać. Kibicowałam wszystkim, dzieliłam smutki i radość. Język bardzo prosty i lekki, choć miałam chwilowo poczucie zdezorientowania. Kto kim był? Czyimi oczami widziałam daną sytuację.

Jaką rolę spełniają ANIOŁOWIE? Czy istnieją naprawdę?  Tego musicie dowiedzieć się w "Cyklu".

Trzymam kciuki za dalszą karierę autorki, mimo paru błędów książkę warto przeczytać. Mam nadzieję, że uda mi się w przyszłości również sięgnąć po kolejne powieści.

Polecam i dziękuję autorce za możliwość przeczytania tych historii.

"Długo siedziałam cicho. Bałam się. Byłam zależna. Myślałam, że jestem zależna. Myliłam się. To ty chciałeś, żebym tak myślała. To koniec. Odchodzę"



Przedpremierowo "Grzesznik" Artur Urbanowicz

Przedpremierowo "Grzesznik" Artur Urbanowicz



grzesznik Artur Urbanowicz
Grzesznik
Artur Urbanowicz
Wydawnictwo GMORK
PREMIERA 7 SIERPNIA

Suwałki... 
tam PANEM jest Marek Suchocki znany jako „Suchy”. Stoi na czele grupy przestępczej o dużych wpływach, powiązany z osobami na różnych szczeblach władzy. Bezwzględny gangster wiedzie sobie  wymarzone życie do dnia, gdy dowiaduje się, że jego najgroźniejszy konkurent wychodzi z więzienia.  Marek postanawia stawić czoło swojemu wrogowi jako pierwszy, ale nie spodziewał się tego co nastąpi później…

Mija tydzień...
Po „niefortunnym” wypadku bossa, mężczyzna budzi się ze śpiączki i nie wie co się dzieje. Okazuje się, że jego najgorsze obawy sprawdziły się, stracił swoją grupę, ludzie przestali się go bać, nie budzi już respektu. Mało tego z konta zniknęły wszystkie pieniądze i nawet rodzina się powoli od niego odwraca. Bar, który był jego azylem również przejął jego wróg.

Przecież wrogowie muszą wrócić…

Grzegorz Samielewicz...
Znany jako  "Grzesznik" powraca na swoje rejony. Przejął wszystko to, co przez lata Suchy posiadał. Inteligentny facet stawia warunki albo będzie pracować dla niego, albo wiadomo… Marek stoi przed trudnym wyborem, ale to nie wszystko, wokół niego zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Głuche telefony, dziwne dźwięki, halucynacje  i coś, o czym człowiek nie chce nawet myśleć…

"ZŁO BIERZE SIĘ Z EGOIZMU"

Pierwsze, co napiszę, to książkę czytałam w czasie burzy! I wiecie co, nigdy więcej tego nie powtórzę…

Zacznę od początku, mianowicie od postaci.

"Każdy z nas jest tylko człowiekiem. Każdy z nas ma swoje słabości, czułe punkty, w które można uderzyć. Niewzbudzające zaufania delikatne filary w konstrukcji jego osobowości, które można złamać zaledwie pchnięciem. Wbrew pozorom, ważne filary. Podtrzymujące wszystko w ryzach. I to takie, z których najczęściej nie zdajemy sobie sprawy.
Każdy z nas się czegoś boi"

Uwielbiam GRZESZNIKA! Kurczę, gdy tylko się pojawił byłam nim zafascynowana. Aby za bardzo się nie rozpisywać wymienię  jego cechy: bezlitosny, inteligentny, co najważniejsze zawsze opanowany. Perfekcyjny behawiorysta. Czasem miałam wrażenie, że to ta sama osoba z książki PANA MROZA. Jego tok myślenia, postawa, mowa, zapierała mi dech w piersiach. Chyba pierwszy raz w życiu bardziej szanuję i uwielbiam nie tę postać, co trzeba. Przybliżę WAM pewien cytat, Grzegorz również działał tak na Marka. Mogłabym pisać o nim więcej rzeczy, ale za dużo bym zdradziła.  Takiego typka to ja bym nie chciała poznać w ciemnej bramie

„(…) Jednocześnie zdawał się roztaczać wokół siebie jakąś niesamowitą, cholernie przyciągającą aurę. Jakby wydzielał z siebie pełną ciepła, pozytywną energię, która sprawiała, że z jakiegoś powodu Marek stopniowo zaczynał nabierać do niego zaufania. Nie potrafił tego wyjaśnić. Czuł się prawie jak podczas życzliwej rozmowy z ojcem, który ze szczerą troską w oczach i głosie nalega, by syn podzielił się z nim swoimi problemami”

PSST TAK,  TEN KOLEŚ NOSI KAPELUSZ.

Co, do teraźniejszego postrachu miasta, hmm. Tutaj mam pewien problem, teraz porównując ich obu mam wrażenie, że Marek jest zwykłym prostakiem. Niczym się dla mnie nie wyróżniał, hałaśliwy, nerwowy, wiecznie niezadowolony. Ta jego „praca” była jak hobby, nic wielkiego. Jest twardy, bezkompromisowy, nie zawaha się nawet przez moment, aby kogoś postrzelić. Cały czas mam chęć porównywać ich obu do siebie. Marek w moich oczach stał się początkującym uczniakiem w świecie mafii.

„Nazywam się 666”

Reszta postaci jest bardzo różnorodna, ludzie Marka wierni zasadom oraz lojalni wobec przywódcy. Do czasu, gdy pojawia się Grzegorz. Matka Suchego, która rozwala chyba tutaj wszystko swoim zachowaniem. Rodzina, która zdaje się wzorowa na pierwszy rzut oka. Ksiądz, lekarze i inni są bardzo interesujący. Poznajemy również relację między wszystkimi ludźmi w książce. To nie są puste postacie bez swojego "życia", oni również dużo wnoszą do książki.

"–Marek.
–No?
–Tak sobie myślę.
–No? 
–Weź ty mi powiedz, kto to są „ci co zawsze, w niebieskich mundurach?"


Przechodząc teraz do samego czytania, to tutaj niestety, ale tak 150 stron czytało mi się ciężko. Wszystko szło powoli, myślę, że autor chciał dokładnie przybliżyć czytelnikom życie Suchego. Później jest coraz lepiej i jeszcze lepiej.  Zaczynają się dziać dziwne rzeczy, może i troszkę podkoloryzowane, ale efekt jest piorunujący. Momentami nie wierzyłam w to, co tutaj przeczytałam.

"–Co się stało, żabko?
–Idą po ciebie.
–Co?
–Idą po ciebie"

Tak naprawdę nie tego się spodziewałam. Miałam jakieś swoje „wytłumaczenie” na to wszystko, choćby ze względu na zakończenie poprzedniej powieści. Nie wiem dlaczego, ale mój tok myślenia szedł w tamtym kierunku. Oj myliłam się i to bardzo, dziękuję AUTORZE.

Zdziwiłam się również budynkami i miejscami, byłam przekonana, iż będzie to dokładny opis tak jak w „Gałęzistych”, a tutaj proszę parę najbardziej szczególnych zdań i koniec.  Oczywiście bardzo realistycznie. I pojawiła się nie tylko  pewna "postać" z poprzedniej książki, ale i miejsce.

"Zauważyłeś, że jakiegokolwiek filmu o gangsterach nie obejrzysz, to szef zawsze jest ubrany na czarno? Oraz jeździ czarnym autem? Sam zresztą takie miałeś. Przypadek?"

Gdy już zaczęły dziać się "te" rzeczy, miałam mętlik w głowie. Sama już nie wiedziałam, co jest prawdą, a co iluzją. Koszmar, czy rzeczywistość. Autor w bardzo umiejętny sposób to rozegrał. Dawkował napięcie tylko po to, aby dojść do punktu kulminacyjnego (czytaj kołatanie serca). Szczegółowe opisy scen, prosty język, wszystko perfekcyjnie stworzone. Nie miałam najmniejszego problemu z przeczytaniem tej książki. Pan Artur doskonale odnosi się do lęków człowieka. Pokazuje to, iż tak naprawdę wszystko jest możliwe. 

"–Biega? –upewnił się kpiącym tonem Suchy.
–Może źle się wyraziłem. Skacze z drzewa na drzewo, pełza, wije się. Nie wiem, jak to dobrze opisać. Jak jakaś nienaturalnie szybka małpa. Albo ogromna wiewiórka. Nie wiem, jaszczurka? Wydawało mi się, że to słyszałem, a kątem oka może i widziałem.
–Co widziałeś?
–Za ciemno było, ale jakby… kobietę?
(…)–Matka wie, że ćpiesz?
–Dobra, mówiłem przecież, że coś mi się pewnie przywidziało"

Emocje górują i nic na to nie poradzę, ta pozycja jest warta przeczytanej każdej godziny. Miejsca, o których strach pomyśleć, ożywiają, stają się twoim koszmarem.

Czasem, nie wiem komu współczułam Markowi, że musiał przez to przejść czy sobie jako czytelnikowi. Mam mały dylemat, z jednej strony chciałam, żeby to wszystko się skończyło (męki Marka), a z drugiej życzyłam mu jeszcze gorzej. Pewnie temu, iż ta książka(ponad 700 stron) to czuję, że jest za krótka. Chciałam, aby Marek cierpiał jak najdłużej, a ja miałabym dalszą frajdę z czytania...

"Kompletnie nie rozumiał tego stopniowo narastającego w nim strachu. Znienacka pojawił się w nim i wyraźnie nie zamierzał ustąpić. Mało tego. Z każdą sekundą stawał się coraz silniejszy. I powodował coraz szybsze bicie serca, coraz bardziej przyspieszony oddech, coraz więcej kropel potu na ciele i coraz większe drżenie dłoni"

Wiem, nie powinnam tak pisać, ale ludzie. Musicie zrozumieć, nie chciałam kończyć tego czytania. Ciemny pokój+moja wyobraźnia+burza+jakieś dźwięki w domu+i ten wzrok, który szuka czegoś (kogoś) na suficie. To jest właśnie coś, co powinno przyciągnąć każdego.

Zakończenie, wiecie byłam pewna, że autor pójdzie na łatwiznę, albo w kierunku zakończenia "Gałęzistych". TAAA... guzik wiedziałam, miałam podejrzenia, ale ZOSTAŁAM ZMANIPULOWANA  tak, że sama już nie wiedziałam. I napiszę jedno, nie tak miało być! Nie takiego zakończenia chciałam! Nie zgadzam się i chcę więcej!



"Proponuję Ci dwie zabawy. Pierwsza: spróbuj wypisać sobie wszystkie techniki manipulacji i wywierania wpływu, które pojawiają się w niniejszej książce (nie tylko te nazwane wprost, jak przykładowo reguła wzajemności). Druga: znajdź jak najwięcej odniesień do mojej poprzedniej powieści Gałęziste. Tym sposobem wywieram na Ciebie wpływ, byś przeczytał Grzesznika jeszcze raz".



"Grzesznik" to bardzo dobra pozycja na noc. Mrozi krew w żyłach, trzyma w napięciu i nie puszcza, aż do ostatniej strony. Wydobędzie z ciebie każdą emocję, a ty staniesz przed wyborem: Marek czy Grzesznik.


Pewne rzeczy nie powinny zostać odkryte, a inne ujrzeć twego lęku. "Grzesznik" jest miejscem pokus, a niebezpieczeństwo czai się tuż za rogiem.
 Odważysz się ujrzeć to, czego nie powinieneś? Odkryć to, co nie zostało jeszcze odkryte?


ZAPRASZAM NA PROFIL AUTORA I POLECAM!

https://www.facebook.com/ArturUrbanowiczAutor/


DZIĘKUJĘ ZA TAKĄ ADRENALINĘ AUTOROWI I WYDAWNICTWU GMORK.
PRZEDPREMIEROWO "WSZYSTKIE TWOJE MARZENIA" AGATA CZYKIERDA-GRABOWSKA

PRZEDPREMIEROWO "WSZYSTKIE TWOJE MARZENIA" AGATA CZYKIERDA-GRABOWSKA





Kiedy Kamil poznaje Maję, ta planuje właśnie wrzucenie swojego starego opla do Wisły. Pełna energii i mająca ogromny apetyt na życie dziewczyna od początku fascynuje przystojnego studenta, ale też od razu wyraźnie stawia granicę:

Obiecaj mi, że nigdy się we mnie nie zakochasz.

Początkowo Kamil nie widzi w tym nic złego. Dopiero przeprowadził się do Warszawy, zaczął studia. Mogą być kumplami z akademika. Albo przyjaciółmi. 

Albo friends with benefits…

Ale czy taka relacja jest w ogóle możliwa? Skoro są tylko przyjaciółmi, to dlaczego Kamil ma ochotę rozszarpać każdego faceta, który zbliży się do Mai? I jaka tajemnica nie pozwala Mai na planowanie przyszłości?

*****************************************
Po "Jak powietrze" przechodzimy do "Wszystkie twoje marzenia"


 Pani Agata  odróżnia się od innych autorów tym, że w jej książkach wszystko jest takie delikatne, niepozorne. Nie dostaniemy tutaj dramatu i potoku łez. Poruszane są trudne tematy, ale z jakąś rezerwą.

# zacznę od problemów jakie spotykają młodzi. Osobiście uważam, że można było je rozwinąć. „Udramatycznić” bardziej i przeciągnąć. Zbyt szybko same się rozwiązują.  Dołożyć głębsze emocje, cokolwiek, aby zostawiło ślad na sercu. Coś przy czym wiesz, że mogą polecieć łzy. Tutaj zbyt łatwo poszło, a szkoda.

# wycieczki, samochód  tutaj nie chcę zdradzać. Zbyt piękne, aby było prawdziwe.

# mimo, że książka jest przewidywalna to z przyjemnością ją czytałam. Właśnie „ta” powieść miała w sobie to coś, co urzekło mnie od pierwszych stron. Widać  poprawę autorki w pisaniu.

# dialogi, przekomarzania się między bohaterami były zabawne. Postacie drugoplanowe również mają swój charakter i to widać. Nie stoją z boku i tylko są, poznajemy również ich.  Są dobrze wykreowani i to jest kolejny plus.

# perspektywa obojga przekonała mnie do siebie. Uwielbiam pławić się w myślach bohaterów. Poznawać ich najskrytsze marzenia, lęki itp.

# język jak i styl autorki jest prosty, ale jak wspomniałam wyżej jest w tym „coś” magicznego, lekkiego, a zarazem jest przedsmak tragedii.

 Czy zżyłam się z kimś? hmm wpadł mi w oko Kamil, on jest taki inny. To nie jest typ niegrzecznego chłopca, ale ma tę iskrę w sobie. Podejrzewam, że gdybym miała poznać dalsze losy na wierzch"wyszłaby" mroczna strona chłopaka.

Na chwilę zapanowała cisza, która wydłużała czas pomiędzy tym, co mieli, a tym, co im pozostanie.

Historię Mai i Kamila czyta się bardzo szybko i z przyjemnością. Śmiało piszę, że przez ciążę nie miałam siły czytać książek, a jednak jak dorwałam ją w swoje łapska to od razu się za nią zabrałam. I dostałam kopa, poczułam się silniejsza i żywsza. Wiem jak to brzmi, ale to prawda.

Miłym zaskoczeniem  była chemia między bohaterami. Sceny seksu również, nie są jakieś wulgarne, ale cieszą oko. Czuć tę atmosferę i jestem z tego bardzo zadowolona. Podobało mi się to.

Historia, która pokazuje przyjaźń, a zarazem miłość. To, że tak naprawdę wszystkie twoje marzenia mogą się spełnić, jeśli tego chcesz. Bo właśnie dzięki temu życie jest piękniejsze.

Co do rodziców,  to również ważny temat. Wiadomo chcą dla dzieci jak najlepiej, ale… Czasem zdarza się tak, że zaczynają osaczać, kontrolować nie zdając sobie z tego sprawy. Dobre posunięcie, choć jak w przypadku "innych" zdarzeń chciałabym rozwinięcia tego.


Wiedział, że czasami śmiech nie oznacza radości. Jest tylko maską, pod którą można się skryć.


Mimo, że książka  jest lekka to skłania do refleksji.

Wiem, że momentami jest to przesłodzone, trochę naciągane, ale czy nie po to czytamy książki? Dać ponieść się fantazji, marzeniom, wspomnieniom? Nawet jeśli wiesz, że niektóre z nich są absurdalne? Chcemy oderwać się od naszej rzeczywistości i móc odciąć się od niej na parę godzin.

Jeśli szukasz właśnie tego, to:

"Wszystkie twoje marzenia" jest książką właśnie dla CIEBIE! Nie zapominaj, że o marzenia warto walczyć. Historia lekka, ale skłania do refleksji.

I jeszcze jedno. Czy widzicie tę piękną okładkę?? Te kolory, te zdjęcia... OCHY I ACHY :D


Dziękuję WYDAWNICTWU OMGBOOKS  ZA MOŻLIWOŚĆ PRZECZYTANIA KSIĄŻKI I ZA GADŻETY ZWIĄZANE Z KSIĄŻKĄ.
*****************************************************


Jutro wieczorem pojawi się konkurs. Wydawnictwo przeznaczyło dwa egzemplarze tej książki.







"Dziewczyny w ogniu" Robin Wasserman

"Dziewczyny w ogniu" Robin Wasserman


„Będziemy sierotami, będziemy duchami. Opuścimy powszedni świat, by zanurzyć się w inny, owoc naszej kreacji. Przed nami jazda na całość. Przed nami wolność. Taką złożyłyśmy sobie obietnicę, i choćby cała reszta rozpadła się w pył, jej dotrzymamy.”

"Niepiękna" Madeline Sheehan

"Niepiękna" Madeline Sheehan


 Kochani, jeżeli chcielibyście dokładnie poznać przebieg historii  to musicie przeczytać tom 1. Tam dowiecie się  co się działo.  Poznacie wszystkich bohaterów i ich historie. 

Niepiękna
Madeline Sheehan
Cykl: Niepokorna (tom 2)

Wydawnictwo: Czwarta Strona
"Mylił się jednak.
Piękno jest wszędzie.
Nawet w szpetocie.
Zwłaszcza w szpetocie.
Bez szpetoty bowiem nie byłoby piękna.
A bez piękna nie udałoby się nam przeżyć bólu, smutku i cierpienia".
Kochani, jeżeli chcielibyście dokładnie poznać przebieg historii  to musicie przeczytać tom 1. Tam dowiecie się  co się działo.  Poznacie wszystkich bohaterów i ich historie. 
To co teraz napiszę, zawarte jest ogólnie. Nie chciałam psuć WAM zabawy  z czytaniem poprzedniej. 




Poznajcie Danny i Rippera…

Danielle West „Danny” to córka Deuce ‘a. Jego historię mogliśmy poznać w poprzedniej książce „Niepokorna”.  Dziewczyna jest piękna, miła, spokojna, przeciwieństwo tych „suk” z bractwa.


"Jego postępki spowodowały efekt domina. Ja wprawdzie upadłam ostatnia, ale czułam się , jakby wszyscy inni zwalili się na mnie".


Erik Jacobs „Ripper” jest sierżantem w klubie jej ojca. Mężczyzna jest starszy o 14 lat, został pokiereszowany na twarzy i ciele. (Jak to się stało? Zapraszam do pierwszej części). Jego blizny są bardzo widoczne.

"Nieważne, ile lat upłynęło, on wciąż nie ma prawego oka i wygląda tak, jakby odbył dziesięć lub dwadzieścia przegranych rund walk z pumą, i z tego powodu już na zawsze pozostanie nędznikiem". 


Zacznę od tego, że największym zaskoczeniem dla mnie była perspektywa poprzednich bohaterów!!! Myślałam, że skończyła się sielanką itd., ale autorka kolejny raz zabrała mnie w mrok i nienawiść.  Kontynuacja. BRAVO!

Ta historia zabrała mnie kolejny raz na przejażdżkę motocyklem.  Ból z przeszłości powrócił, przeplatanie się dwóch par i cała ta atmosfera jest powodem do pokochania kolejnego dzieła autorki.

Nieudany bal maturalny, wystarczyła jedna noc zapomnienia i to się stało… Niespodziewane spotkanie, różnica wieku, miłość, ból, niepokój i ...

"-Gratuluję. Właśnie się wyprztykałeś do cna".

Nie chcę zdradzać żadnych spoilerów, więc radzę zapoznać się z poprzednim tomem. 


To będzie surowe, bezwzględne, będzie dużo nieprzyjemnych scen, będziesz stać na samej krawędzi tego dachu i modlić się o pomoc. 

"Wciąż jesteś piękny, Ripper. Masz kilka blizn. I co z tego?".


To nie są kolejne słodkie romanse, w książkach Madeline Sheehan nie ma takich rzeczy. Tutaj jest dzikość, przemoc, śmierć, zemsta, powieranie kobietami, wyzwiska, ale właśnie w takich książkach to jest potrzebne.

Każda postać z poprzedniego tomu nie zmieniła się, to dalej uparci, pewni siebie kolesie. A laski i suki? Tutaj nie może ich zabraknąć. Zostało tak jak było.

 Oczywiście są miejsca na małe, nieśmiałe uśmiechy, albo piekące policzki… 

Co do seksu w tych książkach, to ostatnio stwierdziłam, że są lepsze od takich typowo erotycznych? Tutaj coś się dzieje, a seks jest taką wisienką na torcie i może, temu to tak dobrze smakuje?
Dla mnie język, jakim posługuję się autorka jest czymś tak naturalnym. Odczuwałam każdą cząstką siebie to, co zostało zawarte w  zdaniu. 
To jest właśnie to „coś”, co wyróżnia się na tle innych książek.

 Jest gorąco jak cholera.

Uwielbiam, każdy punkt widzenia postaci. To jest potrzebne dla mnie, abym mogła przyjrzeć się im. To, co każdy z nich czuje, co nimi kierują, ale i czy są w stanie to udźwignąć. Czułam się związana emocjonalnie z każdym z nich. 

Co autor może zmienić w książce? Wszystko! Rzuci najgorsze gówno pod nogi, aby skomplikować ich relacje. I to jest piękne, że mimo trudności masz jakąś nadzieję. Dostajesz namiastkę jakiegoś zdania i trzymasz się jego jak koła ratunkowego dla nich.


"Powstrzymaj ją, do diabła!
Ale Ripper nie zrobił nic.
Jak zawsze."

To jak dziewczyna spada na dno po tych przeżyciach...
To jakim tchórzem okazał się Ripper...

Wzloty, upadki, porażająca, piękna miłość. Autorka również ukazuje nam wcześniejszych bohaterów. Dzięki temu jest bardziej ciekawiej w książce. Bo jak wiecie za klub wszyscy pójdą w ogień. Mimo, że nie łączy ich "prawdziwa" krew to są dla siebie najważniejsi. Jeden stanie za drugim i to jest piękne. Ta siła między nimi, jest czymś dobrym.

Tak na marginesie: czytając poprzednią książkę parę osób porównywało ją do serialu "Synowie Anarchii" i wiecie co? To było obłędne, siedziałam dzień i noc oglądając to. Mieliście rację, to jest odzwierciedlenie tych historii!!! Dzięki temu widziałam ten klimat, tych kolesiów, którzy nie są modelami z okładki. 


„Niepiękna” to powieść o poszukiwaniu  nadziei i szczęścia w tym całym gó****. To, co najgorsze dzieje się tutaj, myślisz, że nie wkurzysz się, choć raz? Myślisz, że nie poczujesz obrzydzenia do pewnych rzeczy? Jesteś pewien, że nic cię nie zaskoczy? Uważasz, że nie będziesz zła na postępki tych ludzi?

Jesteś w cholernym błędzie. To walka o przetrwanie, bo trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić…

Nić między miłością, a nienawiścią jest bardzo cienka a to właśnie w tej książce jest wstrząsające.



Czuję, że kolejna będzie Tegan. Ona zmieniła się i czekam z niecierpliwością na "ich" historię. Numerem jeden zawsze będzie "Niepokorna". Pewnie temu, że  to ona otworzyła mi oczy na "te" klimaty? Sami wiecie pierwszego razu się nie zapomina.

Ocena:




POLECAM!
Copyright © 2014 Degustacja książek i nie tylko , Blogger